Są takie dni kiedy człowiekowi po prostu się nie chce… bo zła pogoda, bo głowa boli, bo nie ma siły, bo za dużo na głowie. W takie dni na wagę złota zdaje się umiejętność rozpoznawania sygnałów biegnących z naszego ciała. Czym innym bowiem jest lenistwo, a czym innym realne zmęczenie wynikające z przeciążenia organizmu. Jeśli jednak w gorszy dzień mamy 100% pewność, że nasze leniwe podejście do tematu ćwiczeń nie wynika z braku dyspozycji, wypadałoby wziąć się w garść i znaleźć swój sposób na motywację. Jak? Jest na to co najmniej 5 sposobów, które opisałam poniżej. Na mnie osobiście najlepiej działa ostatni 😉 Adidas_Original_calosc_31032017_072

1. ZAAKCEPTUJ TO, JESTEŚMY TYLKO LUDŹMI
Jako przedstawiciele gatunku ludzkiego mamy po prostu prawo czuć się czasem zmęczeni. Ja wiem, że w czasach multizadaniowości, internetowego naciągania rzeczywistości i ludzi niezawodnych można czuć się niekomfortowo ze swoimi słabościami, ale ten świat idealny po prostu nie istnieje. Każdy z nas ma gorsze dni, każdemu z nas czasem się nie chce, tylko nie każdy dzieli się swoją normalnością na łamach social media (a szkoda!). Tak czy siak, aby poradzić sobie z problemem trzeba najpierw go zaakceptować i nie udawać, że go nie ma. W końcu ciężko jest pokonać coś, co teoretycznie nie istnieje. W słabszych momentach powinniśmy więc zdobyć się na refleksję i powiedzieć sobie, że mamy prawo się tak czuć w tym momencie swojego życia. A jeśli zrobimy ten pierwszy krok, możemy dopiero przejść dalej :)

2. KONTROLUJ KROKI W PRZÓD I W TYŁ
Zamiast treningu, masz ogromną ochotę na tą mleczną czekoladkę, która leży na biurku obok. Jednak masz też ochotę, aby wyglądać dobrze na plaży w wymarzonym stroju kąpielowym, który kosztował Cię pół wypłaty. Nasz mózg działa trochę tak, że dopóki nie otrzyma twardych faktów, będzie krążył jak mucha wokół tematu i minimalizował naszą winę mówiąc, „że przecież nic się nie stanie, bo to tylko jeden trening mniej”, „że jeszcze tyle czasu i na pewno to nadrobimy”, „a poza tym tyle dzisiaj miałaś na głowie, że Ci się ta kostka czekolady należy”. Jeśli w żaden sposób nie kontrolujemy swoich poczynań w dobrą i złą stronę, każde odstępstwo zostanie zapomniane w gąszczu innych spraw, dlatego w drodze do celu warto prowadzić dzienniczek, kalendarz, planner lub cokolwiek, na czym będziemy mogli zwizualizować każdy krok w przód i w tył. W końcu dużo łatwiej wybrać się na trening, jeśli przed naszymi oczami będzie świecić puste okienko w kalendarzu lub wielki czerwony krzyżyk świadczący o tym, że nasze plany na dziś były sztywno zaplanowane, a my z niewiadomych przyczyn chcemy się poddać.

3. ZNAJDŹ DOBRĄ MOTYWACJĘ
I znów powołując się na działanie naszego mózgu, musimy pobawić się w wizualizację. Pomyślmy, jaki powód do treningu zmotywował by nas bardziej?
A) Idź na trening, bo dzięki temu kiedyś będziesz zdrowsza, pełna energii, będziesz nadążać za wnukami i omijać gabinety lekarskie szerokim łukiem.
B) Idź na trening! Nie pamiętasz jak koleżanki z pracy wczoraj powiedziały Ci, że kiepsko wyglądasz w nowej spódnicy? A przecież z tej starej białej koszuli też zaczęły Ci się wylewać boczki no i wstyd będzie jak w pracy ludzie to zobaczą.
C) Idź na trening, bo bez tego treningu nie zrobisz żadnego kroku w stroję swojego celu. Pamiętasz? Masz przecież na lodówce powieszone swoje stare zdjęcie sprzed dwóch lat, gdzie nosiłaś swój wymarzony rozmiar ciuchów. Wstawałaś wtedy każdego ranka, byłaś uśmiechnięta i z radością stawałaś przed lustrem ciesząc się z nowej spódnicy, która leży na Tobie idealnie, a spacerując po mieście czułaś się pewnie, bo wiesz że na ten wygląd zapracowałaś sama.

Choć odpowiedź A i B mają jakiś potencjał do bycia motywującymi, zgodzicie się chyba ze mną, że najlepszą motywacją jest fakt, że na końcu naszej drogi będą czekać na nas pozytywne uczucia i uśmiech na twarzy, które możemy sobie już w tym momencie wyobrazić. Zdrowie i sprawność na długie lata to naprawdę ważne rzeczy, jednak nieodpowiednio sformułowany cel, który nie wywołuje w nas żadnych emocji, może okazać się zbyt małą motywacją do wzięcia się w garść w gorszych chwilach. No i pamiętajmy, że dobra motywacja wypływa z naszych własnych pragnień, a nie zachcianek innych ludzi. W końcu dużo łatwiej jest przebrnąć przez cięższe momenty ze świadomością, że podejmując wyzwanie uszczęśliwiamy siebie, a nie koleżanki z pracy.

4. UMÓW SIĘ Z KIMŚ NA TRENING
Trenując w towarzystwie dużo łatwiej jest zapomnieć, jak bardzo nie mamy ochoty ruszyć się dziś z domu. W towarzystwie dzielimy odpowiedzialność na dwoje- jeśli się poddamy, ucierpimy na tym wspólnie. Motywacja postaci tego, że nie możemy zawieść drugiej osoby jest często tak silna, że pozwala nam dotrzeć do końca treningu. Dodatkowo angażując się w rozmowę, stopniowo odciągamy myśli od tego, jak bardzo nam się nie chce i z każdą minutą trwania wysiłku coraz bardziej o tym zapominamy. To naprawdę działa! :)

5. ODPUŚĆ, ALE…
Ten sposób osobiście działa na mnie najbardziej. Jeśli nie mam ochoty na trening, czasem daję sobie dzień wolny i rzeczywiście na niego nie idę. Oczywiście w mojej głowie toczy się wtedy wielka wojna i chwilami mam ochotę już zebrać się i wyjść, ale jestem stanowcza w swoich postanowieniach. Po co? Choćby po to żeby poczuć smak wyrzutów sumienia, kiedy następnego ranka uświadamiam sobie że nie zrobiłam wczoraj nic. Co mi to daje? Nie dość że kolejny trening wykonuję ze zdwojoną siłą, to siedzące w mojej pamięci wyrzuty sumienia wystarczają na kilka tygodni tego, aby nie dopuścić znów do takiej sytuacji i mimo wszystko zebrać swoje leniwe cztery litery 😉 W końcu człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach, a każdy gorszy moment powinien stać się polem do wyciągnięcia nowych wniosków na przyszłość :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Post Navigation