Szybkie efekty w jak najkrótszym czasie a najlepiej jeszcze bez dodatkowego wysiłku… Oto o czym marzą wszyscy, którzy borykają się z brakiem akceptacji własnego ciała.

Wszystko albo nic
Nie wiem czemu, ale w większości przypadków panuje zasada „wszystko albo nic”, czyli albo napychamy się czekoladą do bólu, albo nagle przechodzimy na głodową dietę, bo w końcu od jedzenia się tyje…
Jedną z najpopularniejszych „desek ratunkowych” w walce z tkanką tłuszczową jest dieta wysokobiałkowa i niskowęglowodanowa. Rzeczywiście, duża podaż białka w diecie działa zbawiennie na przyspieszenie naszego metabolizmu ze względu na to, że nasz organizm musi się wysilić, aby rozprawić się z grupami aminowymi białek. Dodatkowo produkty białkowe są bardzo sycące, a perspektywa chudnięcia bez głodówek jest bardzo kusząca.

Bariera krew-mózg
Niestety przyrody nie da się tak łatwo oszukać. Osoby, które eliminują całkowicie węglowodany, pozbawiają pożywienia swojego najważniejszego organu- MÓZGU! O ile pozostałe narządy mają mechanizmy pozwalające czerpać energię również z  białek i tłuszczów, o tyle mózg może korzystać tylko z glukozy. Dzieje się to z prostej przyczyny. Mózg jest centrum dowodzenia całego organizmu, dlatego musi być strzeżony w odpowiedni sposób. Aby do mózgu nie przenikały żadne szkodliwe cząstki, w naszej głowie istnieje tzw. bariera krew-mózg, która przepuszcza do wnętrza tylko bardzo małe cząstki, do których należy m.in. glukoza. Kiedy zaczyna jej brakować, mózg nie może wpuścić do siebie białek lub tłuszczów (są za duże) i aby ratować sytuację wytwarza małe cząstki- ketony, z których potrafi już w dalszych szlakach metabolicznych wyprodukować energię.

Czym grożą nam ketony?
Ketony mogą pokryć tylko 70% zapotrzebowania mózgu na energię, dlatego po kilku dniach diety mózg jest niedożywiony. W pierwszych kilku dniach diety ketogenicznej, jak określają lekarze, mózg wchodzi w stan euforii. Człowiek jest pełen energii, czuje się lekko i radośnie, co niestety nie jest stanem trwałym. Po 2-3 miesiącach stan  ten zmienia się całkowicie. Występują objawy kwasicy ketogennej- bóle brzucha, wymioty, przyspieszony oddech, zmiana zapachu potu, moczu, oddechu, narasta pragnienie, senność oraz zaparcia. Podczas diety ketogennej cierpią też  wątroba i nerki. W skrajnych przypadkach kontynuowanie takiej diety może grozić nawet śpiączką ketonową i śmiercią.

Efekt jo-jo.
Ze względu na to, że dieta niskowęglowodanowa nie może stać się sposobem odżywiania na całe życie, często po zrzuceniu upragnionych kilku kg, wracamy do starych nawyków żywieniowych. Tłuszczowa masa ciała zrzucona w sposób niefizjologiczny i w bardzo krótkim czasie, predysponuje do pojawienia się efektu jo-jo, ze względu na brak nabytych właściwych nawyków żywieniowych.

Podsumowując
Nie przytyliśmy w tydzień, to i w tydzień nie schudniemy. Tylko prawidłowo zbilansowana dieta o odpowiedniej kaloryczności i zasobie makroelementów może zagwarantować nam długotrwałe utrzymanie wymarzonej sylwetki :)

Witam kochani!
Na moim blogu pojawiło się ostatnio dużo ciekawostek z dziedziny dietetyki. Dbając o to, żeby nie zaginęły w wirze facebook’owych postów, postanowiłam zebrać je w całość :)

1. JAK SŁODZIKI WPŁYWAJĄ NA TOLERANCJĘ GLUKOZY?
Przeprowadzono ostatnio badania, które miały określić wpływ mikroorganizmów zamieszkujących nasz przewód pokarmowy na tolerancje glukozy i odpowiedź insulinową. Okazało się, że słodziki takie jak aspartam, sacharyna i suklaroza, mają istotny wpływ na zmianę rodzaju naszej flory jelitowej. O dziwo wyniki badan obciążeniowych glukozą (podawanie tej samej ilości czystej glukozy obydwu grupom) wskazują, że osoby które nagminnie spożywają sztucznie słodzone napoje, mają wyzszy poziom glukozy we krwi niż osoby które w zazwyczaj piły napoje słodzone w sposób naturalny. Dalsze badania dowiodły, że wpływ na to zjawisko ma udział mikroflory jelitowej, która zmienia sie na naszą niekorzyść w obliczu spożywania napojów słodzonych słodzikami. W praktyce oznacza to, że słodziki negatywnie wpływają na odpowiedz insulinowa organizmu, co skutkuje dłużej otrzymującym się wysokim stężeniem glukozy we krwi. Co ciekawe, nie wszystkich ludzi dotyczy ten problem, bowiem jest grupa ludzi, która w żaden sposób nie reaguje na zwiększoną podaż substancji słodzących, a w ich przewodzie pokarmowym nie zaszły żadne zmiany :)
Od dziś pijąc cole zero pamiętajmy, że być może, właśnie w tym momencie wpływamy negatywnie na skład i rodzaj „żyjątek” siedzących w naszych jelitach… :( A szkoda, bo czasami i ja lubiłam taką cole zero wypić.

2.  SOJA JEST NAJBARDZIEJ ZMODYFIKOWANĄ GENETYCZNIE UPRAWĄ NA ŚWIECIE.
Aż 81% upraw soi na świecie to GMO! Główną przyczyną modyfikacji genetycznej soi jest chęć jej uodpornienia na związki chwastobójcze (herbicydy). W praktyce oznacza to, że rozprzestrzeniając herbicydy, które normalnie działałyby bójczo również na soję, powodują obumarcie tylko i wyłącznie chwastów, ponieważ soja uzyskała genetyczną odporność na ten środek. Niestety do tej pory nie znamy długofalowych skutków spożywania takiej żywności. Problemem może być to, że obce geny są wprowadzane do organizmu poprzez wektory którymi najczęściej są nieszkodliwe dla nas wirusy. Nie ma natomiast pewności, że kiedyś, nieszkodliwe dotąd wirusy, nie ulegną mutacji i z nieszkodliwych chorobotwórczymi… Póki co, wiadomo jedynie tyle, że obecnie dopuszczone do sprzedaży produkty GMO nie wpływają bezpośrednio na nasze zdrowie.

3. SÓL KONTRA MIKROELEMENTY
Zwiększone spożycie soli powoduje utratę z organizmu ważnych pierwiastków takich, jak wapń, czy magnez. W efekcie może prowadzić to do chorób układu kostnego, osteoporozy, drgania mięśni, rozdrażnienia i złego samopoczucia. Aby ograniczyć spożycie soli należy unikać gotowych dań instant, mieszanek przypraw, słonych wędlin i serów oraz ograniczyć dosalanie potraw- wszystko w trosce o swoje zdrowie

4. WPŁYW MLEKA NA DZIAŁANIE LEKÓW
Nie popijaj leków, suplementów diety ani termogeników mlekiem.Niektóre z białek mleka blokują wchłanianie substancji zawartych w farmaceutykach. Jednym z przykładów, który możemy odczuć na własnej skórze jest kojące działanie mleka po zjedzeniu pikantnej potrawy. Dzieje się tak, gdyż zawarta w napoju kazeina blokuje kapsaicynę- alkaloid znajdujący się w papryczkach chilli, który jest także składnikiem większości popularnych spalaczy.

 

 

Cześć kochani!
Dziś przedstawiam Wam post dotyczący długotrwałego bólu mięśni po treningu, który nie ustępuje mimo coraz lepszego wytrenowania naszego ciała. Tematem przedłużających się bolesności po treningach zainteresowałam się ze względu na przypadłość mojej współlokatorki, która po każdym cięższym treningu odczuwała jego następstwa nawet do 7 dni.

Co mają zakwasy do kwasu?

Pojęciem „zakwasy”  w mowie potocznej określa się  mikrourazy powstające w wyniku odbytego treningu. Od dawna bowiem wiadomo, że kwas mlekowy, który zostaje wyprodukowany w mięśniach podczas ciężkiego wysiłku beztlenowego, jest usuwany do kilku godzin po jego zakończeniu. Tak kolorowo nie jest niestety w przypadku mikrourazòw, którym towarzyszy powstanie w tym samym miejscu stanu zapalnego. Jest to naturalna odpowiedź organizmu na trening, który prowadzi do naderwania włókienek mięśniowych w celu ich późniejszego odbudowania ze zdwojoną siłą.

Długotrwały ból

W trakcie treningu nasze mięśnie ulegają uszkodzeniom. Uszkodzone podczas treningu białka (budujące mięśnie) są uwalniane i rozkładane, za pomocą enzymów proteolitycznych, do aminokwasów. Aby  odbudować włókna mięśniowe w miejscu ich uszkodzenia musimy czekać na przybycie „ekipy remontowej” składającej się z komórek układu odpornościowego, hormonu wzrostu, komórek macierzystych oraz budulca- aminokwasów. Jeżeli proces nie odbywa sie prawidłowo, to można spodziewać sie „usterki” na każdym z poziomów „naprawy”.

Jak radzić sobie z długotrwałym bólem?

1. Jako pierwszy ratunek może posłużyć nam zimny prysznic od razu po treningu, który będzie zmniejszał stan zapalny oraz ewentualny obrzęk. Na stany zapalne możemy również działać poprzez dietę uwzględniając produkty, w których znajdują się naturalne substancje przeciwzapalne. Produkty charakteryzujące się silnym działaniem przeciwzapalnym są ostre przyprawy, przyprawy ziołowe i tłuste ryby a zwłaszcza ich tran.
Poniżej ranking produktów o najsilniejszym działaniu przeciwzapalnym (źródło: www.wiedzmabloguje.com)
– Imbir mielony,
– Kurkuma,
– Olej z łososia,
– Korzeń imbiru,
– Czosnek ,
– Papryczki serrano,
– Makrela,
– Olej lniany,
Przy okazji warto też unikać produktów z grupy pro-zapalnej, z których najsilniejsze działanie mają produkty wysokoprzetworzone (potrawy instant, fast food, słodycze itp.).
inflammatory
2. Po drugie, należy zadbać o  odpowiedni posiłek potreningowy zawierający wszystkie makroelementy, ale przede wszystkim białka, które dostarczą niezbędne aminokwasy do odbudowy mięśni. Przydatna również może okazać sie suplementacja szczególnym rodzajem aminokwasów, jakimi są BCAA (aminokwasy rozgałęzione), które maja szczególne działanie anty-kataboliczne.

3. Może się również okazać że w naszym organizmie jest zbyt mało enzymów proteolitycznych, które rozkładają uszkodzone białka do aminokwasów. Kiedy reakcja ta nie zachodzi w stopniu wystarczającym- brakuje nam aminokwasów potrzebnych do odbudowy włókien mięśniowych. Naturalnie enzymy te występują w ananasie (bromelina) i papai (papaina). Zwiększenie spożycia tych dwóch owoców może więc okazać sie pomocne.

4. Ostatnia rzeczą, na którą chciałabym zwrócić uwagę są krwinki białe, które pojawiają się w obliczu stanu zapalnego, uszkodzeń tkanek lub szeroko pojętych stanów chorobowych. Obecność białych ciałek krwi w miejscu zapalenia jest niezbędna do rozpoczęcia procesów naprawczych. Jeżeli w naszym organizmie rozwija się inny stan zapalny, niewynikający z treningu, może nastąpić sytuacja w której białe krwinki kumulują sie właśnie w tym miejscu, które wymaga szybszej interwencji. Wówczas powinniśmy zbadać poziom białych krwinek, aby wykluczyć możliwość wystąpienia innego stanu zapalnego w organizmie.

Mam nadzieję, że te porady będą dla Was pomocne! :)

Cześć kochani!
Zakończyłam dziś kuchenne eksperymenty z olejem kokosowym i nareszcie udało mi się zrobić taką czekoladę, jaką chciałam. Pierwszą czekoladę zrobiłam już jakiś czas temu i zależało mi tym żeby przepis był możliwie najprostszy i zawierał same zdrowe składniki. Czekolada w smaku była dobra, natomiast jej wadą było to, że bardzo szybko roztapiała sie w palcach i trzeba ją było zjadać bezpośrednio po wyciągnięciu z zamrażalnika. Postanowiłam wiec uciec sie do mniej dietetycznego składnika jakim jest mleko w proszku i przygotować drugie wydanie tej samej czekolady. Tym razem udało sie uzyskać planowaną konsystencję, kształt i smak, dlatego dziele się z Wami nie jednym, ale dwoma przepisami :) Przy okazji macie wybór, czy wolicie wersję bardziej FIT, czy mniej FIT 😀 Pomimo tego, ze obydwie czekolady nie będą należały do wyrobów niskokalorycznych, mamy świadomość ze użyte przez nas składniki pochodzą z pewnego źródła, brak w nich niepotrzebnej chemii, barwników i konserwantów, a warunki przyrządzania pozwalają na zachowanie trwałości witamin i minerałów z oleju kokosowego czy tez kakao :)

1. Czekolada „bardziej FIT”
11042684_853193858061507_3018296933246422438_n

Przygotowałam ją w plastikowych foremkach- rybkach i jak widać na zdjęciu, ma tendencje do szybkiego roztapiania sie 😛 Olej kokosowy możecie zakupić na stronie www.sklepvita.pl
Składniki:
– 3 łyżki oleju kokosowego,
– 2 łyżki prawdziwego kakao,
– 2 łyżki słodzidła (ja użyłam maltitolu),
– 1 łyżka mleka,
Olej kokosowy roztapiamy w małym garnuszku na niewielkim ogniu. Następnie dodajemy słodzik i łyżkę mleka i bardzo energicznie mieszamy aż do roztopienia proszku i uzyskania jednolitego roztworu. Jeśli słodzik będzie oporny, możemy dodać jeszcze jedna łyżkę mleka. Na koniec dodajemy kakao, mieszamy jeszcze przez kilka minut, uważając aby nie przypalić oleju, studzimy, przelewamy do plastikowej formy i umieszczamy w zamrażalniku.

2. Czekolada „mniej FIT”

PhotoGrid_1435072946942

 

Przy przygotowaniu tej czekolady należy bardzo uważać na temperaturę wyrabiania. Niestety w poprzedniej pròbie zdarzyło mi się za bardzo przygrzać olej tak, że składniki nie chciały się połączyć. Z braku odpowiedniej plastikowej formy użyłam tej z ptasiego mleczka (nie pytajcie kto musiał się poświecić dla dobra eksperymentu i zjeść całe pięterko :D). Do tej czekolady użyłam także innego oleju, niż do poprzedniej- extra virgin z Vita Natura (www.sklepvita.pl), który nadał fajnego smaku i aromatu kokosa.

Składniki:
– 5 łyżek oleju kokosowego extra virgin,
– 3 łyżki prawdziwego kakao,
– 3 łyżki słodzidła,
– 2 łyżki mleka,
– 4-5 łyżek mleka w proszku,

Zaczynamy od rozpuszczenia oleju kokosowego w małym garnuszku na niewielkim oleju. Następnie dodajemy mleko i słodzik i energicznie mieszamy do uzyskania jednolitego roztworu. Kolejnym krokiem jest bardzo powolne dodawanie mleka w proszku cały czas energicznie mieszając. Ostatecznie masa ma mieć konsystencję kisielu. Na sam koniec dodajemy kakao. Mieszamy, studzimy, wylewamy do formy i do zamrażalnika :)

życzę Wam smacznych eksperymentów w kuchni i pamiętajcie że taka czekolada sprawdzi sie bardzo dobrze jako chwila przyjemności, ale jednocześnie będzie bogatym źródłem magnezu i tłuszczu pochodzącego z dobrego źródła :)

Dieta XXI wieku to prawdziwy szok dla organizmu.
W każdym kolorowym opakowaniu znajduje się mnóstwo emulgatorów, barwników, utwardzaczy, konserwantów i innych chemicznych dodatków. Produkty instant pełne soli, puszkowane jedzenie, w którym próżno szukać jakichkolwiek składników odżywczych, ale można za to znaleźć całą tablicę Mendelejewa. Bardzo często pałaszujemy (ze smakiem) całą tą chemię, bo „nie mamy czasu”, „nie mamy siły”, nie chce nam się. Swoja droga brak sił, zmęczenie, ospałość i kiepskie samopoczucie to jedne z najczęstszych powikłań takiego właśnie odżywiania. Niestety nie zwracamy na to uwagi, bo każdy z nas w tym „magicznym XXI” przywykł do ciągłych dolegliwości i nawet nie wie ze może być inaczej!

Detoksykacja- o co chodzi?
Detoksykacja to nic innego jak pozbycie się z organizmu nadmiaru nagromadzonych toksyn.  Nasz organizm robi to automatycznie  24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu najlepiej jak tylko się da. Pomimo, iż mechanizm auto-detoksykacji działa sprawnie, czasami organizm może potrzebować naszego wsparcia. Dziać się tak będzie w momencie, kiedy ilość toksyn w organizmie jest zbyt duża w stosunku do możliwości ich usuwania, co może prowadzić do zaburzeń funkcjonowania organizmu, spadku energii, zmian skórnych, uczucia senności oraz ogólnego spadku witalności.

z warzywami zbliżenie3

Jak wspomóc organizm?
Istnieje wiele diet wspomagających detoksykacje organizmu – od totalnych głodówek, przez diety owocowo – warzywne, na specjalnej farmakologicznej suplementacji kończąc. Zwolennicy odtruwania organizmu zalecają, aby raz na jakiś czas wprowadzić dzień, w którym będziemy spożywać tylko warzywa i owoce oraz niewielkie ilości orzechów i nasion. Natknęłam się również na specjaln kuracj detoksykacyjn firmy Curattio, która szczególnie przykuła moja uwagę.

Surowe, świeże soki
Oczyszczanie organizmu specjalnie przygotowanymi surowymi sokami warzywno – owocowymi Curattio polega na tym, że w trakcie trwania kuracji przez kilka dni spożywamy jedynie ( lub prawie jedynie) świeże surowe soki. Możliwe są pewne odstępstwa, jednak dobrze zbilansowana dieta sokowa nie pozwoli nam poczuć się głodnymi i dostarczy nam ok 1300 kcal. dziennie.

Pijąc soki organizm oszczędza energię potrzebną na trawienie pokarmu, którą może spożytkować na detoksykację. Owoce i warzywa w formie specjalnie przygotowywanego soku są przyswajalne przez organizm w zaledwie 15 minut podczas gdy surowe warzywa i owoce są trawione przez organizm w około 4-5 godzin. Organizm nie musi wydatkować energii na procesy trawienia,  przeznaczając ją na wzmożoną detoksykację. Dzięki temu, że soki są przygotowywane w specjalnej technologii wolnoobrotowego tłoczenia na zimno, wszystkie wartości odżywcze zawarte w warzywach i owocach, jak również enzymy, substancje fitochemiczne i inne dobroczynne substancje, które znajdują się w roślinie, trafiają bezpośrednio do soku. Żeby tak się stało soki muszą być świeże, surowe  i niepoddane jakiejkolwiek obróbce termicznej czy chemicznej.

Curattio, podobnie jak catering dietetyczny można zamówić prosto do swoich drzwi z każdego miejsca w Polsce. Jeden dzień kuracji to ok. 40 różnych składników i prawie 8 kg warzyw i owoców. (więcej informacji na stronie www.curratio.pl). Soki pijemy w odpowiedniej kolejności, są ponumerowane na zakrętkach.
IMG_4184

Reasumując kuracja sokowa to nie tylko wspomaganie detoksykacji ale również odżywienie organizmu szybko przyswajalną bombą  składników odżywczych, oraz zaopatrzenie go w niezwykle cenne substancje nie odżywcze jak np. antyoksydanty czy enzymy roślinne. Należy jednak zaznaczyć, ze dieta 1300 kcal dziennie służy jedynie detoksykacji i nie powinna być utrzymywana zbyt długo i nie może stać się standardowym sposobem odżywiania :)

 

 

 

Cześć kochani!
Dzis specjalnie dla Was nowy przepis na śniadanie. Mięciutki, puszysty i leciutki BIAŁKOWY BISZKOPTOWY OMLET Z BORÓWKAMI 😊😊😊
potrzebujemy:
– 4 białka jaj,
– łyżka mąki ryżowej,
– pół łyżki mannitolu/ksylitolu/erytrolu,
– garść borówek,

Białka jaj ubijamy na sztywną pianę, następnie dodajemy mąkę i słodzik i delikatnie mieszamy łyżką. Wylewamy całość na patelnię i wtykamy w masę borówki. Omlet smażymy z dwóch stron i dekorujemy dowolnymi dodatkami a potem kroimy na 4 części i wcinamy jak pizzę 😊😊 SMACZNEGO!
11147227_853413178039575_7460765568722918474_n

Ja i bieganie to taka burzliwa historia. Jeszcze zanim rozpoczęłam odchudzanie miałam takie „napady biegania”. Biegałam wtedy 4-5 razy w tygodniu nawet przez kilka tygodni i pamiętam, jak cieszyłam się z przebiegniętych 3 kilometrów. Kiedy rozpoczęłam ćwiczenia na siłowni, bieganie stało się takim kołem u wozu, bo po każdym treningu siłowym trzeba było biegać- nuda!
_MG_4663

Prawdopodobnie właśnie z tego okresu, wzięła się moja niechęć do biegania. Ten sport kojarzył mi się z czymś nudnym, monotonnym, jednostajnym i był jak taki przykry obowiązek. Nie miałam z tego żadnej przyjemności (może dlatego, ze nie chciałam jej mieć?) Przebierałam tylko swoimi nogami i co chwila spoglądałam na zegarek z myślą „ile jeszcze?!”Jeżeli w powyższych słowach odnajdujesz siebie, to wiedz ze jeszcze nic straconego!

Moim przebłyskiem nadziei biegowej stały się treningi grupowe. Mój współlokator Hubert, trener biegania, oznajmił mi któregoś pięknego dnia, ze zaczynają się treningi do Orlen Warsaw Marathon i namówił mnie żebym się na nie wybrała. Do tej pory moim najdłuższym dystansem, jakimś cudem przebiegniętym, było 8 kilometrów.  No i tak to się zaczęło. Energia grupy na każdym treningu pchała mnie coraz dalej i dalej. Pamiętam swoje podekscytowanie przed jednym z ostatnich treningów, kiedy był plan na 18 kilometrów. Gdyby nie to, ze taki dystans był narzucony z góry, nigdy nie udałoby mi się zmusić do tak długiego biegu. Poza tym podczas biegania przestałam skupiać się na czasie i dystansie a zaczęłam rozglądać się dookoła. Miałam okazje do poobserwowania natury w zwolnionym tempie, inaczej niż tylko przez okno autobusu. Poznałam mnóstwo nowych miejsc, a przede wszystkim nauczyłam się swobodnie poruszać po Warszawie. Wciąż miałam jednak problem z bieganiem bez grupy. Będąc sama znów za bardzo skupiałam się na krokach i dystansie. Moim antidotum stały się: przede wszystkim NASTAWIENIE i dobra muzyka w słuchawkach. Z myślą, ze „musze iść pobiegać” można co najwyżej zafundować sobie darmowa męczarnie.
_MG_4307

Obserwując zmianę swojego nastawienia do biegania, udało mi się zebrać kilka zasad niezbędnych do przeproszenia się z bieganiem 😀

Po pierwsze musisz chcieć polubić bieganie. Jeżeli kręcą Cię inne sporty, a biegaczem chcesz zostać, bo to teraz modne, lepiej pozostań przy swoich dyscyplinach. Nie można mieć wszystkiego, co nie znaczy, ze nie warto próbować wielu rzeczy J

Po drugie, zmień nastawienie. Pamiętasz jak było z Twoimi pierwszymi treningami? Mogę się założyć ze po pierwszym podejściu do aktywności myślałaś, ze nigdy więcej tego nie zrobisz, bo przecież to takie męczące. Jednak w tych męczarniach uwalniają się hormony szczęścia, które sprawiają ze chcesz więcej. Nie wmawiaj sobie ze bieganie jest nudne, bo mówi tak 10 innych osób, które nawet nie chciały tego polubić. Pomyśl o tym jak wspaniale ciało możesz mieć jeśli codziennie wygospodarujesz 30 min na przebiegniecie kilku kilometrów i przypominaj sobie o tym za każdym razem, kiedy dopadnie Cię len. Zwróć uwagę także na poprawiający się stan zdrowia i sprawność. Zmiany w tej sferze możesz dostrzec nawet po dwóch tygodniach regularnego trenowania. Patrz optymistycznie na swój romans z bieganiem J

Po trzecie, znajdź swój sposób na bieganie. Jeżeli nie idzie Ci bieganie w pojedynkę, próbuj namawiać znajomych lub poszukaj grupy biegowej w Twojej okolicy. Wciągniecie kogoś w aktywny tryb życia wcale nie jest takie trudne, uwierz mi :) Spróbuj tez biegania z muzyka i bez niej, rano, wieczorem i w południe. Szukaj nowych rozwiązań, dzięki którym pozbędziesz się nudy. Nie musisz biegać na czas albo dystans, nie musisz wcale mieć endomondo. Biegaj i ciesz się z tego, ze biegniesz :)

Po czwarte, miej plan na trening. Jeżeli są to Twoje początki, może zdarzyć się tak ze po 10 minutach staniesz się „zbyt zmęczona” aby biec dalej. Zaufaj mi, ze jeśli założysz sobie w głowie choć 20 minut biegu, Twój organizm zupełnie inaczej nastawi się na nadchodzący wysiłek i zaczniesz odczuwać zmęczenie dopiero pod koniec przewidzianego czasu. Bądź ambitna, bo stać Cię na więcej niż myślisz 😉

Po piąte, zadbaj o warunki do biegania. Jeśli po kilku treningach stwierdzisz, ze może jednak coś z tego będzie, zadbaj o fajne ciuchy i wygodne buty dopasowane do Twojego typu stopy. Być może takie gadżety i ciuszki są zbędne, ale kto z nas nie lubi czuć się dowartościowanym, mając na sobie fajny, sportowy look? J Jeżeli decydujesz się na poważniejsze plany biegowe, zainwestuj w odpowiednie obuwie, które może ustrzec Cię przed wieloma kontuzjami.

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, ze byłam ogromnie sceptycznie nastawiona do biegania, a teraz co wieczór zakładam słuchawki i biegnę po lepsza formę, sylwetkę i samopoczucie :)
_MG_4721

_MG_4261

Kiedy w jednym miejscu spotyka się ponad 30 kobiet, wcale nie musi oznaczać to wielkich ploteczek przy ciastku i kawie. Jeśli okazuje się, że wszystkie te kobiety łączy jedna, sportowa pasja- musi z tego wyjść porządny trening i świetne fit spotkanie :)
Cała rzecz wydarzyła się w sobotę 6 czerwca 2015 r. w Warszawie. Przyjechało mnóstwo kobiet.
Każda z nas ma inną historię, inne problemy, czasem pochodzi z zupełnie odległych miejsc Polski, ale połączyło nas jedno- aktywność fizyczna i zdrowy styl życia. Nikt nie zorganizował tego specjalnie dla nas, to my same pod przewodnictwem Weroniki (Fit and Happy) zarezerwowałyśmy swój czas, przygotowałyśmy mnóstwo dietetycznych dań i przybyłyśmy w jedno umówione miejsce. Aktywność fizyczna ma moc! :)
11402715_510441265774414_980566755981017164_o
Często słyszę od innych, że chcieliby zacząć ćwiczyć, ale nie mają z kim. Większość z nas zaczynały trenować samotnie, ale upór i efekty były na tyle widocznie, że zaczęłyśmy zarażać swoją pasją rodzinę, przyjaciół i znajomych. Chcesz coś zmienić w swoim życiu? Nie siedź w miejscu! Nie patrz na innych! Niech inni potem spojrzą na Ciebie i pomyślą „Ależ ona super wygląda. Chyba też powinnam zacząć ćwiczyć :D”.
20150606_141715

z Moniką i Weroniką – Fit and Happy

Program naszej imprezy obejmował:
1. Wykład dietetyczny przeprowadzony przez Kingę Biernacką-Stefańską (www.fitanddiet.pl)
2. Trening NTC poprowadzony przez Lidię Zamyłko i Kamilę Nowowiejską.
3. Konkursy z nagrodami ufundowanymi przez zaprzyjaźnione fimry.
4. Fit poczęstunek przygotowany wcześniej przez uczestniczki.
5. Opalanie i pogaduchy :)
11218236_10206037612251507_7818451808234528083_o 11336837_10206037633892048_5720522599990667605_o 11421413_10206037602771270_3129244118890981370_o 20150606_133021

z naszymi trenerkami Lidią Zamyłko i Kamilą Nowowiejską :)

20150606_133133
Przy okazji podrzucam przepis na przygotowane przeze mnie PLACUSZKI Z CUKINII :)

Ogromne podziękowania dla następujących firm:
– Nike Woman,
– Fit and diet,
– Sport Konsulting – dystrybutor zegarków Polar,
– E-condimenta: Kocham życie, jem zdrowo,
– Shape it,
– YOLO – Wave the life,
– Primavika,
– FreshDrink.pl,
– Zdrovit,
– No Limit Ursus,
Za wspieranie naszego pomysłu, zaufanie i przekazanie nagród, które umiliły wszystkim uczestniczkom spotkanie :)
Ogromne podziękowania dla Weroniki i wszystkich, którzy zaangażowali się w organizację, za przygotowanie tak wspaniałego spotkania integracyjnego! :)
Dziękuję.

Jeżeli budzisz się rano z zakwasami na pośladkach i nie możesz swobodnie wyciągnąć się na łóżku, bo masz ogromne zakwasy na karku, to wiedz że wczoraj byłeś na Reebok Fitness Camp 😀

11304343_10203340519752328_1111527607_n(na zdjęciu z Dominiką- I can be fit i Emilką- Keep FIT in style)

Mój dzień zaczął się wyjątkowo niekorzystnie, gdyż ciążyła nade mną wczorajsza sobotnia podróż z Hrubieszowa przez którą spałam jakieś 4 godzinki, następnie sobotni trening NTC, po którym miałam zakwasy w pośladkach i udach i na koniec kolejna kiepsko przespana noc. Z braku rozmachu spóźniłam się na rozgrzewkę, a następnie leniwym krokiem ruszyłam na pierwsze zajęcia – BODYPUMP.
11246255_809039739213486_457176557641483747_o

11297376_10206352182910836_1094580430_o

Przez pierwsze kilkanaście minut miałam wrażenie, że ćwiczenia to największe tortury, jakie mogłam sobie dziś zafundować. Czułam się zupełnie jak nie ja… Jednak moja wewnętrzna natura rywalizacji i ambicji po woli zaczęła wypierać leniucha. Zaczęłam po woli stosować się jak najbardziej sumiennie do wskazówek trenerów, aby osoby mierzyć się z możliwie jak największym ciężarem na sztandze, który odpowiadał naszym możliwościom. No i zaczęło się, bo przecież „ja nie dam rady”? 😀 Nogi, biceps, triceps, klatka, plecy barki i trening bardzo szybko dobiegł końca, a ja nawet nie zorientowałam się, że ostatnią serię na plecy i barki machałam już największym dostępnym obciążeniem! Ba, nawet udało mi się ustać z nim na jednej nodze (zdjęcie wyżej) 😀

Następnie w oczekiwaniu na CrossFit należała nam się chwila relaksu :)11293269_10206352182670830_8352123_o(1)

11354979_10203340519672326_140260183_n

11426930_10206352183790858_1859416445_o11297021_10206352183230844_1049446600_o

Po doładowaniu baterii pysznym jedzonkiem z domu oraz chwili odpoczynku, przyszedł czas na CrossFit WOD! Po prawie miesięcznej przerwie od trenowania CrossFitu, poczułam jak bardzo mi tego brakowało. Pomimo, że ta dyscyplina sportu jest dość kontuzjogennaa i kilka niedoskonałości technicznych, uwielbiam ją za całkowite oderwanie od rzeczywistości. O ile podczas pozostałych treningów mam czas na zastanawianie się, o tyle w CrossFicie przechodzę w treningowy trans, z którego wybudza mnie dopiero ostatnie powtórzenie ćwiczenia w ostatniej serii. Coś wspaniałego!
11330062_10204572669419802_599932215_o 11086750_10204572668059768_1023299498_otu jeszcze miałam siłę się śmiać 😀

11249624_10204572667339750_745619534_otu już raczej nie…

11337072_10204572669699809_1461588459_o

Po treningu, totalnie wypruta z sił, spoglądałam z zazdrością na osoby tańczące przed sceną główną, które tak żwawo bawiły się podczas zajęć SH’BAM® podczas, gdy ja leżałam na trawce zalana potem 😀 Za rok muszę koniecznie wybrać się również i na te zajęcia. Widok tej energii był niesamowity :)

Kolejnym punktem w naszym harmonogramie był MORE THAN STRETCH, na którym poznałam nowe pozycje i ćwiczenia, które rozciągały mięśnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia :) Pomijając fakt, że na matach byliśmy ściśnięci jak sardynki w puszce, czułam się na tych zajęciach bardzo dobrze.

Podczas Reebok Fitness Camp nie mogło również zabraknąć zdjęć na ściance i nie tylko!
11276175_10206352235392148_537041341_oz moim kochanym, wysportowanym mężczyzną <3

11287133_10203340528192539_1070760012_nz Emilką – Keep FIT in style i Moniką – Euforia biegaczki

11330498_842413729127382_1586476461_nz Dominiką- I can be fit, Martą – cudowną instruktorką pole dance z Hell Yeeeah i Małgosią – MC Fit Freak

11333252_10206352183110841_991994046_o 11357083_790606971037709_4083198614946345618_oz Anią – ANIA ćwiczy i kalorie liczy

11414754_10204573739966565_1056607006_oz Kasią – Kasia FENIX fitness, Szpilki na siłowni i Dominiką

A jako wisienka na torcie- tor przeszkód Spartan Race. Pomimo, że była to wersja bardzo okrojona dystansowo, miała jedną przeszkodę, której nie spotkałam nigdy wcześniej. Organizatorzy tym razem nie pożałowali wody w sadzawce i dziś zamiast iść, niestety trzeba było pływać 😛 O ile pływanie nie jest moją najmocniejszą, a właściwie najszybszą, stroną, o tyle z pozostałymi przeszkodami rozprawiłam się dość sprawnie. Jak już wiele razy mówiłam- kocham biegi z przeszkodami! Ta moc, atmosfera, adrenalina i duuużo błota 😛 Mimo zmęczenia wszystkimi pozostałymi treningami, postanowiłam że ten tor pokonam na 100% mocy i tak właśnie było!
11261494_10206352239032239_2132624731_o spaaaać 😀

11273429_10206352238512226_1796421602_o

towarzyszki Spartan Race Ania- La vida es mentolada i Edyta- Endorfinowy Szał

11402375_809040425880084_3770314694460619991_o

Podsumowując, cały dzień spędziłam mega aktywnie. Ogromny plus dla organizatorów za wybór zajęć, trenerów, organizację terenu i nagrody. Podobał mi się element rywalizacji, który wprowadzili sędziowie oceniający każdego z trenujących. Dzięki temu można było zmotywować się jeszcze bardziej, a osoby które zgromadziły najwięcej punktów mogły zawalczyć o atrakcyjne nagrody. Oprócz treningów, panie miały również okazje zadbać o swoje paznokcie oraz włosy w specjalnym stoisku :) Dodatkowo atmosferę podkręcali niesamowici ludzie, mnóstwo znajomych oraz nieznajomych, którzy dopingowali się wzajemnie. Mam nadzieję, że będę mogła powtórzyć to za rok! :)
20150607_184715
A po całym dniu zasłużony POWIĘKSZONY WRAP z kurczakiem, sałatą, ogórkiem, pomidorem, ciecierzycą, sosem jogurtowo-ziołowym i rukolowym z odrobiną ketchupu ukradzionego od chłopaka, który w tym samym czasie zajadał się Burger Kingiem 😀 Wcale nie uważam, abym zjadła mniej smacznie od niego 😛

Miłego wieczorku! :)
#reebok #fitnesscamp #bemorehuman

Hej kochani!
Nie wiem jak Wam, ale mi w te upały, ciężko cokolwiek normalnego przechodzi przez gardło 😀 Moje ostatnie menu opiera się głównie na omletach, koktajlach i sałatkach, dlatego też prawdopodobnie pojawi się kilka nowych przepisów na te dania :) Dziś omlet, który swego czasu przyrządzałam z mrożonymi jagodami, ale z truskawkami też sprawdzi się świetnie :)
Składniki:
– 2 całe jajka i 1 białko,
– miarka odżywki białkowej (najlepiej słodkiej, u mnie standardowo biała czekolada od Myprotein Polska),
– mały jogurt naturalny wymieszany z mrożonymi jagodami,
– garść orzechów nerkowca (u mnie Vita Natura),
– woda gazowana,

Jajka ubijamy z odżywką białkową i odrobiną wody gazowanej na gładką masę. Wylewamy na patelnię i smażymy z dwóch stron. Gotowy omlet polewamy jagodami wymieszanymi z jogurtem naturalnym i posypujemy nerkowcami :)
Smacznego!
11082634_823048487742711_5529334509567624218_n