Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.

Jedni mają mniej lub bardziej obniżony próg słodkości, inni starają się unikać słodyczy całkowicie, a jeszcze inni jedzą wszystko, co chcą. Bez względu na to jakie mamy pragnienia  i cele, każdy z nas ma chwile słabości, z którymi nie zawsze jest w stanie sobie poradzić. O tym, że silna wola nie jest cechą wrodzoną nie raz już pisałam. Silnej woli można się więc nauczyć, trzeba tylko bardzo chcieć. Jednak czasem jest tak, że po prostu mamy wszystko gdzieś i nie mamy ochoty na nic innego, jak tylko zjeść ogromną milkę oreo.

Zanim zaczęłam się odchudzać, moi rodzice nazywali mnie ciasteczkowym potworem. Zjadałam wszystkie słodycze, jakie były w zasięgu mojej ręki. To, że jakoś udało mi się z tym wygrać i pozbyłam się cukrowego nałogu, niestety wcale nie oznacza, że stare nawyki z tamtych czasów nie wracają. Dopóki mam plan, mam cel i jestem zdeterminowana, nie mam z tym problemu. Co innego jeśli nachodzi mnie myśl, że w sumie „co mi szkodzi raz na jakiś czas, przecież i tak na co dzień trzymam się planu”. Uwierzcie, że zjedzenie całej tabliczki czekolady nie zajmuje mi wtedy dłużej niż 2 minuty 😛 Po takich przemyśleniach raz czy dwa razy w miesiącu zdarza mi się przy okazji np spotkań ze znajomymi najeść słodyczy…. i co teraz?czyjestesglodna                                                                         (źródło www.kobieta.wp.pl)

Po pierwsze trzeba mieć świadomość, że liczy się to co jemy na co dzień, a nie to co jemy od święta. Czyli dzień, w którym opychamy się ciastkami musimy uznać za mniej czy bardziej radosne święto i pilnować, żeby nie święcić tak każdego dnia. Zawsze musimy pamiętać, że słodycze nie są dla nas na co dzień i nie możemy pozwolić sobie, żeby były w codziennym menu, bo to do niczego nie prowadzi.

Po drugie nie wpadać w panikę. Najadłam się, to się najadłam. Za karę można przecież zrobić dłuższy trening, przesiąść się z samochodu na rower, czy najzwyczajniej w świecie nie zjeść kolacji. O ile z jednego cheat day nie zrobi nam się cheat life– nie powinno to mieć większego wpływu na naszą sylwetkę.

Po trzecie rachunek sumienia. Dlaczego właściwie rzuciłam się na słodycze? Czy dlatego, że dziennie spożywam 1000 kcal i mój organizm domaga się jedzenia. Czy zbliża mi się okres? Czy mam jakieś zmartwienie lub sytuację stresową? Czy miałam jeszcze jakiś inny powód? Znajdź przyczynę i staraj się znaleźć sposób na ograniczenie tych napadów. Może okaże się, że nie jesz śniadania i musisz to zmienić. Jeżeli jesz za mało, musisz zwiększyć podaż kcal, aby nie doprowadzić do spowolnienia metabolizmu i osłabienia organizmu. Jeśli jesteś przed okresem lub czymś się stresujesz, to może zamiast iść na łatwiznę zrób jakiś zdrowszy odpowiednik słodkich ciasteczek. Rozwiązań jest mnóstwo, trzeba tylko chcieć :)

Po czwarte wyciągaj wnioski. Drobne potknięcia są po to, żeby następnym razem być mądrzejszym o doświadczenia i unikać sytuacji, które mogłyby doprowadzić do „powtórki z rozrywki”. Zapamiętaj to uczucie wyrzutów sumienia i przypominaj sobie o nim w każdej chwili, w której znowu chcesz popełnić ten sam błąd.

One Thought on “Najadłam się słodyczy i co teraz?

  1. Niezwykle dobry wpis! Lubie to! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Post Navigation