„Żaden żywy organizm nie potrzebuje nauki żeby się odżywiać. Czy spojrzymy na orła, czy robaka, czy osę, gazelę, czy gnu: one wszystkie odżywiają się bezproblemowo.” – dr Hans Ulrich-Grimm

Co było pierwsze- bezwartościowe jedzenie, czy suplementy witaminowe? Czy nasze życie ma jeszcze sens bez konserwantów, aromatów, barwników i wszechobecnych dodatków witaminowych do kaszek, płatków, mleka, jogurtów, serków, żelek, napojów, margaryny…? Na studiach panuje trochę trend, aby uświadomić nas, młodych dietetyków, że żywność funkcjonalna (wzbogacana) jest cudem techniki naszych czasów i mamy szczęście, że możemy dostąpić przywileju jedzenia płatków śniadaniowych z dodatkiem żelaza i całej gamy witamin.
Niestety ja jestem trochę niepokornym studentem, a mój światopogląd nie kończy się na uczelnianych wykładach 😉

W INTERESIE KONSUMENTA?
Nawiązując do cytatu na samym początku, chciałabym zwrócić uwagę, że w obecnych czasach wszystkie ulepszenia żywności są wprowadzane „dla dobra” lub „w odpowiedzi na potrzeby” KONSUMENTÓW. Przepraszam bardzo, ale mnie nikt jak do tej pory o zdanie nie pytał. Nikt nie pytał też środowisk konsumenckich (Foodwatch, Inicjatywa Konsumencka, czy Związek Centrali Konsumentów), czy nowe barwniki, aromaty, wzmacniacze smaku, emulgatory i konserwanty zawarte w artykule 6 rozporządzenia 1333/2008 UE wprowadzone „w interesie konsumenta” są rzeczywiście zgodne z ich oczekiwaniami. Wszelkiego rodzaju zagęstniki, emulgatory i konserwanty służą głównie producentom, aby żywność była atrakcyjniejsza i mogła dłużej leżeć na półkach. Swoją drogą konsumenci lubią jeśli coś ma bardzo intensywny kolor, smak i zapach, a jeszcze lepiej kiedy szynka po dwóch tygodniach wygląda tak samo jak w dniu wytworzenia. Poniekąd sami jesteśmy sobie winni 😉

CZY POTRZEBNE NAM SZTUCZNE WITAMINY?
Czy oglądając kiedyś reklamy w TV zwróciliście uwagę, że średnio 15 na 20 spotów dotyczy suplementów diety, witamin, czy leków bez recepty? Często są to pomysły tak absurdalne, że brakuje mi słów aby opisać na przykład to:

Suplement na niepogodę? Serio?
Obserwując to zjawisko odnoszę wrażenie, że wszyscy próbują nam wmówić, że nasze życie bez suplementów jest niemożliwe. Poprzez reklamę tworzone jest sztuczne zapotrzebowanie na produkty farmaceutyczne, a przecież te wszystkie składniki pigułek są NATURALNIE w pożywieniu… tym NIEPRZETWORZONYM.

SUPLEMENTY (NIE) DLA WSZYSTKICH!
Wprowadzenie żywności wzbogacanej (np. dla osób starszych) oraz środków spożywczych specjalnego przeznaczenia (np. odżywki dla sportowców) ma sens, jeśli produkty te trafiają do odpowiednich grup. Łykanie preparatów witaminowych w połączeniu z kupowaniem (przetworzonej) wzbogacanej żywności bez niczyjego nadzoru jest co najmniej nieodpowiedzialne. Jest mnóstwo przykładów, że znaczne przedawkowanie niektórych witamin (np. A, C, E) może prowadzić do skutków gorszych niż ich niedobór. Zamiast profilaktycznie faszerować się środkami farmaceutycznymi lepiej zacząć kupować mniej przetworzone i naturalne jedzenie. Dlaczego tak łatwo ulegamy wpływom z reklam, które wmawiają nam że mamy braki w odżywianiu, a wyśmiewamy dietetyków którzy propagują jedzenie owoców, warzyw i własnoręcznie przygotowanych potraw?  Niestety życie w zgodzie z naturą człowieka jest w dzisiejszych warunkach zbyt czasochłonne.

WSZYSTKO JEST DLA LUDZI
Podsumowując, chciałabym zapewnić, że zjedzenie czekolady, hamburgera czy frytek raz na jakiś czas nie jest szkodliwe, ale wręcz potrzebne aby czerpać przyjemność z wynalazków dzisiejszych czasów. Suplementy również mogą być potrzebne, ale nie codziennie i nie na wszystko. Musimy wyznaczyć priorytety- najpierw rozsądna dieta (proszę nie mylić diety z liściem sałaty, wodą i głodem), później wspomagacze. I błagam, odpuśćmy sobie preparaty na „złą pogodę”, „złe samopoczucie”, „otyłość”, „powszechne niedobory witaminy C”.

 

3 Thoughts on “Czy potrzebujemy sztucznych witamin i dodaktów?

  1. Świetny artykuł! Tylko nie zgadzam się z przedawkowaniem witaminy C. Słyszałam o niej naprawdę dużo i nie rozumiem czemu miałaby nam zaszkodzić? Większość z tych dostępnych dla przeciętnego Kowalskiego mają takie działanie, że są prawie w całości wypłukiwane z organizmu. A ta odpowiednia może nawet wyleczyc z raka. A co do wykładów to masakra – myślalam ze chociaz tam czegos nauczą, no ale cóż. pozdrawiam!

    • Duża dawka witaminy C (od 3 do 4 gramów dziennie) może powodować biegunkę, problemy żołądkowo-jelitowe, wzmagać występowanie kamieni nerkowych, obciążają serce. Zgodzę się, że dużo witaminy C z preparatów przelatuje przez organizm, ale są naukowe dowody na te skutki uboczne o których piszę, a jeśli dziś ktoś je żelki z witaminą C, popija je herbatką z witaminą C, na śniadanie do płatków z witaminą C wypije Rutinoscorbin itd. to ryzyko rzeczywiście gdzieś tam się pojawia. Jest to na pewno rzadkie, ale możliwe 😉 W zasadzie każda skrajność jest dla nas szkodliwa, a co do antyoksydantów (wit. A, C i E) to działanie antyrakowe wykazują w większości tylko te pochodzenia naturalnego :)
      Pozdrawiam :)

      • Moja babcia łyka dziennie 15g, jest po 7chemii i wyniki ma jak noworodek:)) a no i guzy znacznie się pomniejszyły;) co do badań naukowców, to szczerze średnio im wierzę, nie słyszałam jeszcze o negatywnych skutkach przedawkowania, za to na raka co chwilę ktoś umiera… ale jest to temat rzeka i z pewnością wymaga dłuższej dyskusji:))

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Post Navigation