Cześć kochani!
Literatura dietetyczno-psychologiczno-motywacyjna pochłonęła mnie ostatnio bez reszty 😉 Na mojej półce w ciągu dwóch miesięcy pojawiło się ostatnio, aż 9 nowych książek więc blok recenzji na mojej stronie będzie się dość szybko wzbogacał. Na pierwszy ogień książka, która bardzo otworzyła mi oczy i sprawiła, że tematyka dodatków do żywności pochłonęła mnie jeszcze bardziej niż do tej pory. Zapraszam do przeczytania :)20151104_142746„CHEMIA W POŻYWIENIU” DR HANS ULRICH-GRIMM
O autorze książki możemy przeczytać, że jest dziennikarzem i autorem światowych bestsellerów, który powstrzymał wiele wynalazków spożywczych przed dopuszczeniem na półki sklepowe. Dr Hans Ulrich-Grimm odkrywa przed czytelnikiem realia wprowadzania nowych ustaw, układy pomiędzy producentami żywności, a naukowcami oraz przedstawia jak mało do powiedzenia w tym procederze mają sami konsumenci. Okazuje się, że jeśli sami nie zadbamy o jakość swojej diety, nie zadba o nią nikt.

20151104_142753

 

„PIĘKNY, KOLOROWANY ŚWIAT DODATKÓW ŻYWNOŚCIOWYCH”
Każdy dodatek, który zajmuje poniżej 2% masy całego produktu nie musi się znaleźć na opakowaniu. To własnie w tych dwóch procentach ukryta jest największa fabryka chemiczna naszych czasów… ale i nie tylko. Niewinnie brzmiący „kwasek cytrynowy” pochodzi z pleśni, a nie cytryny, ekstrakt z buraka nigdy nie widział buraka, a napis na etykiecie „o smaku truskawek” nie oznacza tego samego, co „o smaku truskawkowym”. Nagromadzenie ogromnych ilości chemii w produktach powoduje kumulację tych substancji w naszym organizmie. O ile wypicie jednej butelki coli na miesiąc nie poniesie za sobą pewnie żadnych konsekwencji, o tyle picie jej codziennie może prowadzić do wypadania zębów…

LUKI W PRAWIE
Dr Hans Ulrich-Grimm demaskuje też wiele rozporządzeń, które producenci umieją skrzętnie wyminąć. Dobrym przykładem jest rozporządzenie 1334/2008, które mówi że aromat spożywczy musi być pozyskiwany z artykułów spożywczych. Do tej pory niektóre z aromatów były produkowane z trocin… a więc uznano trociny za artykuł spożywczy. I po kłopocie :) Musicie bowiem wiedzieć, że aromaty, barwniki, emulgatory itp. nie są substancjami pozyskiwanymi z truskawek, czy przypraw. Są to twory ogromnych fabryk chemicznych, które do tej pory wprowadziły ponad 2500 substancji chemicznych odpowiadających smakom i zapachom znanych nam produktów. (więcej mówiłam o tym w filmie na youtube). Wiele wątpliwości budzi także współpraca naukowców z ogromnymi koncernami spożywczymi, która owocuje czasem przymknięciem oka na interpretację badań.

20151103_171138

JEDZENIE NAS TRUJE
„Kto po lekturze tej książki ciągle jeszcze będzie kupował dzieciom lemoniadę, czy żelki, temu już nie można pomóc”. Taki napis widnieje na tylnej okładce książki i jest w niej bardzo dużo racji. Ta publikacja niezwykle otwiera oczy na to, że dzisiejsza żywność bardziej przypomina sklep z chemikaliami niż supermarket spożywczy. Surowce do produkcji żywności długoterminowej zostały poddane tak wielu procesom podczas produkcji, że ich smak i zapach zatarł się gdzieś po drodze, dlatego wszystko odzyskiwane jest sztucznie. Każdy kolejny dodatek w żywności może nieść za sobą pewne ryzyko od złego samopoczucia, przez ADHD u dzieci, aż do „syndromu chińskiej restauracji”, zawałów serca, czy nowotworów. Nie chodzi tu o popadnięcie w paranoję, natomiast o świadomość, że 90% gotowych produktów można przyrządzić w domowym zaciszu i uniknąć faszerowania się chemią :)

20151103_171103

LEKSYKON DODATKÓW DO ŻYWNOŚCI
Bardzo pozytywnym akcentem na końcu książki prawie 200-stronowy leksykon wszystkich dopuszczonych dodatków do żywności. Zawiera on: nazwę dodatku, jego oznaczenie (E…), źródła, zastosowanie i ewentualne możliwe działanie niepożądane. Warto poświecić chwilę na to, aby przejrzeć wszystkie swoje szafki kuchenne i zweryfikować ich zawartość trzymając w ręku tę właśnie książkę.

 

PODSUMOWANIE
Nie chciałabym Was zanudzać zbyt długimi artykułami, dlatego ogromnie zachęcam do sięgnięcia bezpośrednio po książkę :) „Chemia w pożywieniu” zasługuje na miano mapy po supermarkecie czy też instrukcji obsługi dzisiejszej żywności. Za jej pomocą możemy stworzyć swój własny pogląd na przydatność produktów spożywczych, nauczyć się dokonywać właściwych wyborów, które nie będą psuły tworu, jakim jest nasz organizm. Ta książka powinna być nieodłącznym elementem biblioteczki każdego kto dba o zdrowie swoje i swojej rodziny!

4 Thoughts on “Czy do rosołu z kury, potrzebna jest jeszcze kura? – recenzja książki „Chemia w pożywieniu”

  1. Tak się składa, że jestem w trakcie czytania książki. Mnie wciągnęła na całego i skłoniła do pogłębiania tematu.To straszne, że sami sobie zgotowaliśmy taki los :( teraz tylko uświadamianie społecseństwa może w pewnym stopniu zapobiec pladze chorób rozwijających się przez ową chemię w pożywieniu.
    Pozdrawiam.

  2. Miyako on 9 listopada 2015 at 20:38 said:

    Gdzie można i mniej więcej w jakiej cenie zakupić tę książkę? w empiku?

  3. ja w moim rodzinnym domu jadałam rosół co niedzielę:) bywało, że na niego narzekałam ale teraz tak strasznie mi go brakuje:( ostatni raz to chyba z rok temu już jadłam rosół… muszę spróbować z kilkoma rodzajami mięsa, bo zazwyczaj gotowaliśmy tylko z kury:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Post Navigation